KRAINA M
piątek, 3 czerwca 2016
czwartek, 24 listopada 2011
"Kolor"
nie mówimy nic
jedynie patrzymy
na puste nasze serca
szukamy swej barwy
szukamy swego ciepła
gubimy się, zapominamy
o tym dialogu co chroni
o tej emocji co łączy
o tamtej chwili co buduje
by nie tracić koloru
oddychać tlenem pełnym dźwięków
by strach odgonić
oddychać ogniem, czystym, prawdziwym
nie pragniemy niczego
jedynie płaczemy
na dywan splecionych marzeń
wracamy do domu
wracamy do złudzeń
gubimy się, zapominamy
o uśmiechu co leczy
o spojrzeniu co trwa
o życiu co ucieka
by nie tracić koloru
oddychać tlenem pełnym dźwięków
by strach odgonić
oddychać ogniem, czystym, prawdziwym
nie żyjemy dla siebie
jedynie próbujemy
i krztusimy się często
za nasze starania
za nasze błędy
patrzymy na siebie, wracamy
do perfekcji obrazów
do idealnych słów
do radości łez
słabość przychodzi tak nagle
poranieni, odrzuceni z dłońmi na ustach
nie pasujemy do tego tłumu
wyrwani z kręgu
wyrwani uczymy się....
by nie tracić kolorów
oddychać tlenem pełnym wrzasków
by strach uciszyć
oddychać ogniem, walczyć, dojrzeć
razem
razem
razem
niedziela, 20 listopada 2011
"Wewnątrz"
Ona ma taki dar.
Jest wystarczająca i najpiękniejsza.
Ona wnika w Ciebie.
Ona trwa w Tobie
i nie zamierza odejść.
Poluje.
Dopada.
Pochłania.
Już nigdy nie będziesz taki sam.
Przy niej wszystko zanika.
Nabiera tej mocy.
Stajesz się niepewny, gdy ona
Poluje.
Dopada.
Pochłania.
Ona Cię potrzebuje tak bardzo,
potrzebuje się nakarmić.
Ona Cię nigdy nie zrani,
tym razem nie ma miejsca na ból.
Już nigdy nie będziesz taki sam.
Przy niej wszystko zanika.
Nabiera tej mocy.
Stajesz się niepewny, gdy ona
Poluje.
Dopada.
Pochłania.
Pochłania.
Pochłania.
Pochłania.
sobota, 19 listopada 2011
"Ciemność''
Nie słyszę serca.
Huk rozlał się po uszach.
Uciekam i odpoczywam.
Dźwięk powiedział im o mnie.
Jak wygłodniałe sępy ruszyli.
By zabić.
By uciszyć.
By pożreć.
Nie widzę cieni.
Zamknąłem się w sobie.
Jestem pełen strachu.
Chowam się i kurczę.
Zgubiłem myśli na sekundę.
Poddałem się bez walki.
Teraz mnie maja.
By zabić.
By uciszyć.
By pożreć.
Tak długo walczyłem.
Tak wiele przetrwałem.
...a to była moja ostatnia noc.
By uciec.
By odejść.
By żyć.
Trzask.
Krew.
Brud.
Drewno.
Dym i woda.
Tak długo walczyłem.
Tak wiele przetrwałem.
Tak wiele przetrwałem.
Tak wiele przetrwałem.
Tak wiele straciłem.
piątek, 18 listopada 2011
„Koniec”
To było snem
Cisza i zapachem kurzu
...w mocy słońca
Otoczony drewnem
Plastikowym tworem
Przycupniętym wszędzie
Cieszyliśmy się woda na naszych ciałach
Stłumionym odgłosem przyjemności
Łóżkiem pełnym obrazów
...i odebrali wszystko.
...i w dymie pochowali marzenia.
...i stałem się liczba.
...i straciliśmy swoje słowa.
Czy prawdziwie to koniec?
Leżąc pod wspomnieniem.
...pod suknia.
Pod sklejona powieka.
Łzy znalazły ujście.
...w cieniu spalonej ściany.
Ledwo mówiąc.
W bólu stojąc.
Wrzeszcząc z przerażenia.
Szukałem ciał.
Szukałem tych dni, które zaczęły blaknąć.
...i odebrali wszystko.
...i w dymie pochowali marzenia.
...i stałem się liczba.
...i straciliśmy swoje słowa.
Kule rozerwały wszystko
...ale to nie był ten czas.
...to nie był czas dla mnie.
„Vespertilio”
Mam wrażenie, że wiem gdzie jest ich miejsce.
To potok do którego należą.
Pełen myśli i szukających oczu.
Pełen wiary i nienawiści.
I patrzą na świat przez kalejdoskop.
Z roztrzaskaną wizją próbują żyć .
I wszystkie postrzępione krańce się zacierają.
Dla nich wszystkich po drugiej stronie lustra.
Dla nich wszystkich po wypalonej stronie świata.
Wszystko staje się pełniejsze, gdy są blisko siebie.
Nabierają barw.
Uwięzieni czy nie.
Mam ten sen, na który nakłada się wiele wspomnień.
Tych, które wciąż żyją.
A oni nie czekają.
Tylko wyciągają dłonie.
Szarpią i płaczą.
Chcą być wolni od tego świata.
Kręcąc się w kółko, krzyczą.